📸 z internetu
Marta Bizoń – aktorka teatralna i filmowa, piosenkarka
Marta pochodzi z Wadowic – miasta, które dzięki Papieżowi Janowi Pawłowi II stało się miasteczkiem turystycznym, do którego zjeżdżają turyści z całego świata.
Kiedy zdecydowałaś, że chcesz być aktorką?
– Tan naprawdę w czwartej klasie liceum, kiedy wygrałam konkurs recytatorski w kategorii monodramów. Przygotowałam monogram na podstawie pamiętników Poli Negri. Wtedy zdecydowałam, że chcę być aktorką.
Z wykształcenia jesteś aktorką?
– Tak, skończyłam Państwowa Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie w 1994 roku. Jestem magistrem sztuki, a prace dyplomowa pisałam o „Śnie Srebrnym Salomei” Juliusza Słowackiego, w reżyserii Jerzego Jarockiego w Teatrze Starym. Zagrałam w tym spektaklu będąc na czwartym roku szkoły teatralnej.
Na stałe jesteś związana z Teatrem Starym w Krakowie
– Mówią Huta, ale my aktorzy mówimy już Kraków, dlatego że teraz ten teatr ma dwie sceny w Krakowie i w Hucie, a Huta to jak dzielnica Krakowa.
Zagrałaś w kilku znakomitych filmach
– „Lista Schindlera” Stevena Spielberga, „Sława i chwała” w reżyserii Kazimierza Kutza, „Kochaj i rób co chcesz” – Roberta Glińskiego
Czy zainteresowanie aktorstwem wyniosłaś z domu?
– Od dzieciństwa brałam udział w konkursach recytatorskich. Na to, że zdecydowałam się zostać aktorką niewątpliwy wpływ miała moja babcia Matylda. Obiecałam sobie, że kiedyś właśnie to imię dam swojej córce. Babcia miała bardzo duży dryg do deklamowania, i to ona nauczyła mnie pierwszych wierszy i piosenek.
Co jest dla Ciebie najciekawsze, najprzyjemniejsze w tym zawodzie?
– Najciekawsze jest dla mnie to, że we wtorek gram wiedźmę w Makbecie, w środę jestem ładną pokojówką w farsie „Wieczór kawalerski”, a w czwartek zmieniam się w gwiazdę spektaklu z piosenkami Gershwina. Najprzyjemniejsze jest to, że ludzie biją mi brawa po spektaklu, że ktoś czasem przyjdzie do mnie do garderoby i powie: Dziękuję, bardzo mi się podobało.
A możliwość poznawania i obcowania w popularnymi osobami?
– To jest związane z moim zawodem. Ja już teraz tego nie doceniam, bo na przykład przyjeżdżam do swojego rodzinnego miasta – Wadowic, koleżanki z zazdrością mówią mi: Widziałaś Trelę, Globisza, a ja mówię: Tak widziałam, to właściwie moi koledzy po fachu. Potem zdaje sobie sprawę z tego, że dla kogoś ci aktorzy to legendy, osoby „nieosiągalne” i wtedy myślę sobie – Boże, ja naprawdę mam szczęście! Przecież gdy byłam jeszcze w liceum Trela był dla mnie marzeniem. Widziałam go w telewizji i myślałam – a gdybym spotkała go na ulicy jak bym się zachowała? Z czasem ten człowiek stał się moim profesorem!
Wymarzyłaś go sobie
– Myślę, że tak.
Kiedy i gdzie miał miejsce twój debiut aktorski?
– Taki prawdziwy debiut aktorski, do którego bardzo chętnie się przyznaję, miał miejsce na przełomie drugiego i trzeciego roku szkoły teatralnej. Zagrałam wtedy w Teatrze Starym w „Wilku stepowym” Romana Hessego role Marii. Wtedy zrozumiałam, co to naprawdę jest teatr, poznałam co znaczą próby do godz. 3-4 nad ranem, stres przed premierą, kwiaty po spektaklu, wreszcie co to znaczy przychodzić 7 razy pod rząd na ten sam spektakl. To był mój prawdziwy debiut, z którego jestem bardzo dumna.
Zawód aktora to ciągała walka, rywalizacja, często przeradzające się w zawiść
– Spotkało mnie parę przykrych sytuacji, o których nie chcę pamiętać i nie chcę mówić. Myślę, że zazdrość jest wpisana w zawód aktora. Przyznaję, że sama często zazdroszczę, tylko szanuję u siebie ten rodzaj zazdrości ponieważ potrafię powiedzieć do koleżanki: Zazdroszczę ci, że zagrałaś w tym filmie czy spektaklu, bo chętnie bym sama zagrała. Czasami siedzę przed telewizorem i widzę aktorkę, która świetnie gra i nie ma siły żebym nie pomyślała – ja tez tak potrafię! To jest chyba w każdym z nas. Z ręką na sercu mogę tez powiedzieć, że nigdy nie zrobiłam niczego, co zraniłoby moje koleżanki i zawsze z dumą powtarzam, że mam w Krakowie dwie przyjaciółki – aktorki.
Czy śmiałe sceny erotyczne stanowiłyby dla Ciebie problem?
– Myślę, że tak. Jest wiele rzeczy, które ja brałabym pod uwagę. Przede wszystkim z kim miałabym zagrać taką scenę. To jest bardzo ważne. Z jednym aktorem w ogóle gra ci się lepiej, z innym gorzej, a jeśli chodzi o sceny erotyczne, to wymagają one niesamowitego kontaktu z partnerem. On musi ci pomóc w najłagodniejszym przejściu przez takie sceny. Osoba, która gra z tobą nie jest twoim mężem, nie jest twoim chłopakiem, nagle ma cię dotykać, zobaczyć twoją prywatność – ciało to prywatność. Druga ważna rzecz to chciałabym żeby reżyser wytłumaczył mi czy ta scena jest konieczna, ma jakieś uzasadnienie, nie da się bez niej nakręcić filmu. Uważam, że za dużo w naszych filmach pornografii. Czasami jest to bezsensowne, kobiety są źle pokazywane.
W zagranicznych filmach ciała aktorów, zwłaszcza kobiet, są naprawdę piękne, w naszych produkcjach nie wygląda to najlepiej
– O tym właśnie chce powiedzieć. Żeby pokazać piękno ciała trzeba wykonać niesamowitą robotę począwszy od światła, skończywszy na odpowiedniej scenerii. U nas niestety bardzo często przechodzi się obok tego obojętnie i to wygląda jak wygląda. Nie jestem przeciwko scenom erotycznym ale uważam, że należy się do nich naprawdę przyłożyć, bo nawet sobie reżyserzy, operatorzy, producenci, sprawy nie zdają z tego jak wielu widzów po takich właśnie scenach ocenia film, że według takich scen wydaje osad o filmie.
Miewasz jeszcze tremę?
– Tak. Kiedyś jedna ze starszych koleżanek powiedziała mi, że im dłużej pracuje tym większą ma tremę. Ja się z tym zgadzam.
Czy przygotowania do roli zajmują Ci dużo czasu?
– Ja nie jestem właściwie tego świadoma, bo próby do spektaklu trwają mniej więcej trzy miesiące, a ja nigdy nie uczę się tekstów na pamięć w domu. Uczę się właśnie na próbach. Mam naprawdę dobra pamięć, wystarczy że przeczytam tekst dwa razy.
Oddzielasz w ten sposób dom od teatru
– Zdecydowanie tak. Wychodzę z teatru, zamykam za sobą drzwi. Musze mieć czas tylko dla siebie, czas na zakupy, na książki, na muzykę. Ewentualnie już w nocy, w ciszy, siadam sobie i myślę, co mogłabym jutro zaproponować na próbie.
Którzy aktorzy Cię inspirują, których podziwiasz i być może podpatrujesz?
– Oczywiście Jerzego Trelę. On był moim pedagogiem na trzecim i czwartym roku. Wszystkich nas nauczył prawdy i istoty aktorstwa. Z aktorek polskich uwielbiam Annę Seniuk, a zagranicznych bardzo lubię Meg Ryan i Jessice Lange.
Wymarzona rola, kogo chciałabyś zagrać?
– Na początku grywałam role Antygony, wiedźmy w Makbecie. Zawsze chciałam zagrać kobietę, w której wszyscy mężczyźni się kochają. We Wrocławiu w Teatrze Wielkim zagrałam taką rolę. Wystąpiłam gościnnie w spektaklu „Krwawe gody”. Grałam Hiszpankę, która wychodzi za mąż i jednocześnie ma kochanka. Dochodzi między mężem i kochankiem do walki, obaj giną. Zawsze myślałam, że taka rola mnie uskrzydli. Jednak nie. Teraz marzę o roli famme fatale, kobiety zniszczonej przez życie, przez mężczyzn, takiej której nic się nie udaje, a mimo wszystko ma w sobie niesamowitą siłę.
Lubisz być w centrum uwagi?
– Bardzo! Która kobieta tego nie lubi? Sprawia mi to przyjemność ale do pewnego momentu. Na dłuższą metę to staje się męczące. Myślę, że bardziej wole być w centrum uwagi jako kobieta – nie aktorka. Lubię jak mi mówią, że ładnie wyglądam, pachnę. Gdy słyszę, że ładnie zagrałam, to nie wiem czego, ale czuje się skrępowana.
Twoją druga pasją jest śpiew
– Już od dzieciństwa równolegle brałam udział w konkursach recytatorskich i piosenkarskich. Kiedyś wygrałam festiwal piosenki harcerskiej i pojechałam w nagrodę na obóz do NRD. Śpiew traktuję jako hobby. Nie wyobrażam sobie siebie jako piosenkarki, która jeździ w trasy koncertowe, w poniedziałek jest w Toruniu, we wtorek w Lublinie, w środę w Krakowie itd. Jest to bardzo meczące. Dla mnie śpiew nie jest skażony żadnym przymusem bycia w jednym czy drugim miejscu. Jest dla mnie czystą przyjemnością, towarzyszy mi w życiu, w dobrych i złych chwilach, Śpiewam bo lubię.
Czy uważasz się za osobę szczęśliwą?
– Tak. Kiedyś myślałam, że na szczęście składa się wiele rzeczy. Teraz myślę, że szczęście to zdrowie, to że mam sprawne ręce i nogi, sprawny mózg i właściwie mogę osiągnąć wszystko. Powiedziałam sobie kiedyś, że jeśli nie powiedzie mi się w zawodzie aktorki, to jest tyle pracy, że spokojnie zarobię na życie.
Co lubisz w sobie najbardziej?
– Najbardziej lubię chyba to, że szybko wzruszam się na filmach, w teatrze, to że potrafi mnie wzruszyć córka mojej przyjaciółki, która przytulając się mówi: Kocham Cię Ciociu. Uważam, że dopóki takie rzeczy mnie wzruszają to jestem dobrym człowiekiem.
Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?
– Poczucie bezpieczeństwa. To można osiągnąć w zawodzie ale to jakby dla mnie mniej znaczy. Dom, rodzina, drugi człowiek, który jest z tobą, dba o ciebie, że sobie myślisz – cokolwiek się stanie jest on. To jest dla mnie ważne.
Jest taki ktoś?
– Tak
Twój mężczyzna, jaki powinien być?
– Opiekuńczy, wrażliwy a jednocześnie twardy, ale przede wszystkim, gdy ujrzy mnie rano w wałkach na głowie powie: Jesteś najpiękniejszą kobieta na świecie.
Czym jest dla Ciebie zdrada?
– Właściwie nie wiem co to jest zdrada i chyba nie chciałabym wiedzieć. Wydaje mi się jednak, że jest to poniżające zwłaszcza dla kobiety. Chciałabym żeby wszyscy mężczyźni, na całym świecie, wiedzieli że to nie tylko to, że kobieta czuje się zdradzona, ona przestaje czuć się kobietą. Znam kobiety, które były zdradzone. To chyba najgorsze, co może nas spotkać. Ja mam to szczęście, że moi mężczyźni nie rozstawali się ze mną z powodu innych kobiet.
Jakie masz plany na przyszłość?
– Plany zawodowe są już dość szczegółowe jeśli chodzi o rok 2000, ale nie będę ich zdradzać, by niczego nie zapeszyć. A prywatnie chciałabym zarobić na swój pierwszy samochód, bo od listopada jestem szczęśliwą posiadaczką prawa jazdy. Marzę o tym, by wyjechać gdzieś do bajecznego, ciepłego kraju i spędzić tam wakacje.
Życzę spełnienia marzeń i wielu sukcesów


Fajna aktorka. Znakomita była w Spotkaniach z Balladą w Kopydłowie! Teraz gra w serialu Zakochani po uszy. Byliśmy na jej koncercie w synagodze w Krakowie. Spoko babka!